piątek, 5 grudnia 2014

trudności prosoty

W życiu każdego pojawiają się jakieś osobiste porażki, niepowodzenia, kłopoty...dla jednych jest to złamany paznokieć, dla innych problemy ze zdrowiem, a dla trzecich zepsuty telewizor. Właśnie w takiej chwili pojawia się pytanie: dlaczego akurat ja? Dlaczego inni mają lepiej? Dlaczego nie mają żadnych zmartwień?
Wtedy należy zostać swoim własnym nauczycielem i uczniem w jednym, tłumaczyć sobie, że na niektóre pytania odpowiedzi nie istnieją, a każda porażka jest egzaminem życia, kolejnym doświadczeniem, szansą by stać się silnym i odważnym.
Ja dziś nie przejmuje się nieperfekcyjnym makijażem, brakiem najmodniejszych ciuchów, brzydką pogodą za oknem, bólami głowy. Przewartościowałam swoje życie, zafundowałam sobie konkretne pranie mózgu. (należy do niego użyć specjalnego detergentu)
Mam zupełnie inne marzenia, które choć proste i realne, mogą okazać się najtrudniejszymi do spełnienia.

poniedziałek, 27 października 2014

nieuczynność

Naprawdę trudno jest oglądać zdjęcia z roześmianymi oczami, szczerą radością i czystym szczęściem, teraz to wszystko się pobrudziło, wszystko jest czymś skażone...Oczy, choć tak samo piękne, patrzą na mnie strachem i niepewnością, uśmiech pojawia się dla mnie, ale po to, bym była mniej smutna, szczęście nadal jest ogromne, ale za jego plecami twardo podąża ból i cierpienie...A ja żyje myślą, że to minie, na pewno minie.

sobota, 4 października 2014

Słodko gorzkie chwile

W przerwach pomiędzy chemiami jest na chwilę normalnie, spokojnie i szczęślwie, brzmi to trochę absurdalnie, bo jak tu mówić o normalności, jak czuć spokój i szczęście, a no tak, że jak jesteśmy razem to wszystko na chwilę staje się nieważne, potrafimy cieszyć się tym, że jest lepiej.
Aktualnie od środy zaczął się kolejny cykl, chemię zaczęli podawać od czwartku, bo leukocyty były zbyt niskie, ale po podaniu zastrzyków wróciły do normy. Czwartek i piątek były dobrymi dniami, z dobrym apetytem i dobrym humorem, ale dziś już wszystko wkracza na gorszy tor, pocieszamy się myślą, że to minie.
Przed wyjazdem do szpitala  pobawiliśmy się w domowego fryzjera i z pomocą maszynki oraz pianki zgoliliśmy wszystkie włosy na głowie. Był to delikatny szok, bo zmiana wizerunku była rażąca, ale mojemu Ukochanemu we wszystkim dobrze - nawet w tej niechcianej "fryzurze".
Z utęsknieniem czekam na poniedziałek, bo wtedy zabiorę go do domku i troszkę porozpieszczam, poprzytulam, podniosę na duchu...
Nie myślałam, że można kochać bardziej niż kocham, wydawało mi się, że miłość jest względnie stałym uczuciem i nie maleje, ani nie rośnie - z tym drugim wielka pomyłka, miłość nigdy nie przestaje się rozwijać, a z każdym dniem nasza staje się coraz silniejsza.

sobota, 27 września 2014

Zwykłe niezwykłe

Dziś rano smarowałam masłem kanapkę, zrobiłam to bardzo szybko, mechanicznie, niestarannie...I wtedy przypomniałam sobie, jak w szpitalnej sali, bardzo smutny Pan z rakiem żołądka, wykonywał tę samą czynność z tak wielką dokładnością, jak gdyby było to ostatnie dzieło jego życia...Wierzcie mi, nigdy nie widziałam tak pięknie nałożonego masła na kromkę szpitalnego chleba. Pan ten celebrował to działanie, nie spieszył się, robił to z uwagą i precyzją, a ja stałam i podziwiałam to zwykłe niezwykłe zjawisko, które nauczyło mnie, że każda, bez wątpienia chwila naszego życia jest tak samo ważna i każdą należy traktować jak największe święto.

piątek, 26 września 2014

Cześć - na imię mi nowotwór!

Poznawanie czegoś nowego zazwyczaj wiąże się z uczuciem radości i niecierpliwości, ale jak to bywa medal ma dwie strony, kij dwa końce i tym samym poznawanie nowego życia z niechcianym gościem stało się strachem i niepewnością w najczystszej postaci.
Pierwsze spotkanie z onkologiem było przeżyciem dziwnym i niezapomnianym, nagle człowiek, którego poczynania mogą uratować życie, używa miliona niezrozumiałych terminów, mówi szybko, mózg nie nadąża w przetwarzaniu i przyjmowaniu informacji i po zakończeniu wizyty, mimo wielkiego skupienia, pamięta się jedynie cząsteczkę tego, co doktor próbował nam przekazać, jedna informacja wywołała cień uśmiechu - szanse na całkowite wyleczenie powyżej 95 %. Nawet nie próbowałam zastanawiać się, czy warto jeszcze tę informacje dogłębniej weryfikować, czy warto mieć wątpliwości, czy lekarz mógł kłamać - nie - uwierzyłam mu bezgranicznie!
Pan doktor zlecił chemię - 3 cykle BEP. BEP? Wielka zagadka, ale kochany Internet nauczył mnie wiele i tym razem także nie zawiódł.
Aktualnie pierwszy cykl jest za nami. Wszystko nadal było wielką zagadką, nie wiedzieliśmy co z czym ugryźć, jak się zachowywać.
Pierwszą kroplówkę z chemią zawiniętą w folię aluminiową zapamiętam na zawsze, tajemnicze kropelki powoli wpływały do ciała mojego Ukochanego...do tego zastrzyki i inne dziwne medykamenty.
Każdy kolejny dzień był gorszy, mniejszy apetyt, brak chęci do rozmowy, bóle ciała, zmęczenie, bezsenne noce. Po 5 dniach spędzonych w szpitalu wyczerpanie było tak wielkie, że potrzeba było mojemu Ukochanemu dwóch dni i dwóch nocy snu, żeby wrócił do delikatnej normalności. Stopniowo wracał apetyt, uśmiech, jakakolwiek chęć do czegokolwiek.
Pierwsza dolewka nie przyniosła nic nowego, po drugiej nic znaczącego także sie nie działo.
Teraz przyzwyczajamy się do tego, że zaczynają wypadać włosy, na całym ciele, ale na to nastawiliśmy się już wcześniej.

Chwilowe zanikanie

Szukając wsparcia postanowiłam dawać wsparcie innym, pisać o tym, co czuje osoba, której przyszło zmierzyć się z chorobą drugiej połowy, jak radzić sobie w chwilach zwątpienia, gdzie szukać nadziei...

Pisać będę o sobie, ale sprawa dotyczy tak naprawdę wielu innych osób, podzielających pewnie w większej lub mniejszej części wszystkie słowa, które zostaną zapisane tutaj.

Nie pomyślałabym, że spadnie na mnie tak wiele, że ciężar życia złamie i pochłonie  moje zasoby energii, siły, nadziei, które oceniałam na całkiem spore. Przyszło mi się zmierzyć z niespodziewanym i najgorszym. Nigdy nie chciałam więcej niż miałam, nie byłam złym człowiekiem, ale od dobra i niewinności też wiele mnie dzieliło, teraz na chwilę przestałam istnieć. Ale nie o to chodzi, nie pytam już "dlaczego?", bo odpowiedzi nigdy nie znajdę.

Niespodziewanym w moim życiu jest choroba, która dotyczy osoby mi najbliższej. Nie było w tym nic dramatycznego, żadnego bólu, omdleń, zupełnie nic. Pierwotna diagnoza bardzo łagodna - stan zapalny, później lawina prawdy. Wkroczyliśmy w świat, który ze wszystkich światów jest tym najstraszniejszym, a zaczyna się za drzwiami oddziału onkologii.