sobota, 27 września 2014
Zwykłe niezwykłe
Dziś rano smarowałam masłem kanapkę, zrobiłam to bardzo szybko, mechanicznie, niestarannie...I wtedy przypomniałam sobie, jak w szpitalnej sali, bardzo smutny Pan z rakiem żołądka, wykonywał tę samą czynność z tak wielką dokładnością, jak gdyby było to ostatnie dzieło jego życia...Wierzcie mi, nigdy nie widziałam tak pięknie nałożonego masła na kromkę szpitalnego chleba. Pan ten celebrował to działanie, nie spieszył się, robił to z uwagą i precyzją, a ja stałam i podziwiałam to zwykłe niezwykłe zjawisko, które nauczyło mnie, że każda, bez wątpienia chwila naszego życia jest tak samo ważna i każdą należy traktować jak największe święto.
piątek, 26 września 2014
Cześć - na imię mi nowotwór!
Poznawanie czegoś nowego zazwyczaj wiąże się z uczuciem radości i niecierpliwości, ale jak to bywa medal ma dwie strony, kij dwa końce i tym samym poznawanie nowego życia z niechcianym gościem stało się strachem i niepewnością w najczystszej postaci.
Pierwsze spotkanie z onkologiem było przeżyciem dziwnym i niezapomnianym, nagle człowiek, którego poczynania mogą uratować życie, używa miliona niezrozumiałych terminów, mówi szybko, mózg nie nadąża w przetwarzaniu i przyjmowaniu informacji i po zakończeniu wizyty, mimo wielkiego skupienia, pamięta się jedynie cząsteczkę tego, co doktor próbował nam przekazać, jedna informacja wywołała cień uśmiechu - szanse na całkowite wyleczenie powyżej 95 %. Nawet nie próbowałam zastanawiać się, czy warto jeszcze tę informacje dogłębniej weryfikować, czy warto mieć wątpliwości, czy lekarz mógł kłamać - nie - uwierzyłam mu bezgranicznie!
Pan doktor zlecił chemię - 3 cykle BEP. BEP? Wielka zagadka, ale kochany Internet nauczył mnie wiele i tym razem także nie zawiódł.
Aktualnie pierwszy cykl jest za nami. Wszystko nadal było wielką zagadką, nie wiedzieliśmy co z czym ugryźć, jak się zachowywać.
Pierwszą kroplówkę z chemią zawiniętą w folię aluminiową zapamiętam na zawsze, tajemnicze kropelki powoli wpływały do ciała mojego Ukochanego...do tego zastrzyki i inne dziwne medykamenty.
Każdy kolejny dzień był gorszy, mniejszy apetyt, brak chęci do rozmowy, bóle ciała, zmęczenie, bezsenne noce. Po 5 dniach spędzonych w szpitalu wyczerpanie było tak wielkie, że potrzeba było mojemu Ukochanemu dwóch dni i dwóch nocy snu, żeby wrócił do delikatnej normalności. Stopniowo wracał apetyt, uśmiech, jakakolwiek chęć do czegokolwiek.
Pierwsza dolewka nie przyniosła nic nowego, po drugiej nic znaczącego także sie nie działo.
Teraz przyzwyczajamy się do tego, że zaczynają wypadać włosy, na całym ciele, ale na to nastawiliśmy się już wcześniej.
Pierwsze spotkanie z onkologiem było przeżyciem dziwnym i niezapomnianym, nagle człowiek, którego poczynania mogą uratować życie, używa miliona niezrozumiałych terminów, mówi szybko, mózg nie nadąża w przetwarzaniu i przyjmowaniu informacji i po zakończeniu wizyty, mimo wielkiego skupienia, pamięta się jedynie cząsteczkę tego, co doktor próbował nam przekazać, jedna informacja wywołała cień uśmiechu - szanse na całkowite wyleczenie powyżej 95 %. Nawet nie próbowałam zastanawiać się, czy warto jeszcze tę informacje dogłębniej weryfikować, czy warto mieć wątpliwości, czy lekarz mógł kłamać - nie - uwierzyłam mu bezgranicznie!
Pan doktor zlecił chemię - 3 cykle BEP. BEP? Wielka zagadka, ale kochany Internet nauczył mnie wiele i tym razem także nie zawiódł.
Aktualnie pierwszy cykl jest za nami. Wszystko nadal było wielką zagadką, nie wiedzieliśmy co z czym ugryźć, jak się zachowywać.
Pierwszą kroplówkę z chemią zawiniętą w folię aluminiową zapamiętam na zawsze, tajemnicze kropelki powoli wpływały do ciała mojego Ukochanego...do tego zastrzyki i inne dziwne medykamenty.
Każdy kolejny dzień był gorszy, mniejszy apetyt, brak chęci do rozmowy, bóle ciała, zmęczenie, bezsenne noce. Po 5 dniach spędzonych w szpitalu wyczerpanie było tak wielkie, że potrzeba było mojemu Ukochanemu dwóch dni i dwóch nocy snu, żeby wrócił do delikatnej normalności. Stopniowo wracał apetyt, uśmiech, jakakolwiek chęć do czegokolwiek.
Pierwsza dolewka nie przyniosła nic nowego, po drugiej nic znaczącego także sie nie działo.
Teraz przyzwyczajamy się do tego, że zaczynają wypadać włosy, na całym ciele, ale na to nastawiliśmy się już wcześniej.
Chwilowe zanikanie
Szukając wsparcia postanowiłam dawać wsparcie innym, pisać o tym, co czuje osoba, której przyszło zmierzyć się z chorobą drugiej połowy, jak radzić sobie w chwilach zwątpienia, gdzie szukać nadziei...
Pisać będę o sobie, ale sprawa dotyczy tak naprawdę wielu innych osób, podzielających pewnie w większej lub mniejszej części wszystkie słowa, które zostaną zapisane tutaj.
Pisać będę o sobie, ale sprawa dotyczy tak naprawdę wielu innych osób, podzielających pewnie w większej lub mniejszej części wszystkie słowa, które zostaną zapisane tutaj.
Nie pomyślałabym, że spadnie na mnie tak
wiele, że ciężar życia złamie i pochłonie
moje zasoby energii, siły, nadziei, które oceniałam na całkiem spore. Przyszło mi się zmierzyć z
niespodziewanym i najgorszym. Nigdy nie chciałam więcej niż miałam, nie
byłam złym człowiekiem, ale od dobra i niewinności też wiele mnie dzieliło,
teraz na chwilę przestałam istnieć. Ale nie o to chodzi, nie pytam już "dlaczego?", bo odpowiedzi nigdy nie znajdę.
Niespodziewanym w moim życiu jest
choroba, która dotyczy osoby mi najbliższej. Nie było w tym nic dramatycznego,
żadnego bólu, omdleń, zupełnie nic. Pierwotna diagnoza bardzo łagodna - stan
zapalny, później lawina prawdy. Wkroczyliśmy w świat, który ze wszystkich
światów jest tym najstraszniejszym, a zaczyna się za drzwiami oddziału
onkologii.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)